25
Sty
10

Stocznia/ konfrontacje – spojrzenie z perspektywy czasu

Ewa Majewska

Stocznia/ konfrontacje – spojrzenie z perspektywy czasu

Każda z dwóch edycji Międzynarodowego Pleneru Młodych Artystów „Stocznia – spojrzenie z zewnątrz/ konfrontacje” była wielkim wydarzeniem przede wszystkim dla uczestniczek i uczestników projektu oraz ich najbliższych. Działo się tak dlatego, że olbrzymi ładunek związanych ze stocznią wspomnień, skojarzeń i inspiracji oddziaływał na nas niezmiernie intensywnie. Poruszając się po przestrzeni Stoczni (dzięki Iwonie Zając, mistrzyni w zdobywaniu zezwoleń oraz panu Zenonowi Grudniowi, szefowi straży Stoczni) przeżywaliśmy ogólnotożsamościową transformację, której oglądanie stoczni z zewnątrz, jakiego doświadczali widzowie naszych wystaw i imprez towarzyszących, może być tylko słabym odbiciem.

Pozostawiona na pastwę historii i transformacji ustrojowej Stocznia jest przestrzenią, która uformowała ludzi żyjących w Gdańsku w stopniu, z którego mało kto zdaje sobie sprawę. Jest to obszar wyobrażeniowego odniesienia, które pracuje również nieświadomie i formuje nasze tożsamości, zwłaszcza w sytuacji konfrontacji z innymi historiami prywatnymi i mitami narodowymi. „Wiecznie żywy mit solidarności”, do jakiego odwoływaliśmy się w tekstach i pracach, nie przestał ożywiać społecznej wyobraźni, i na to natknęliśmy się buszując po terenach post- i późnoprzemysłowych, i z tym właśnie – ogromem skojarzeń i inspiracji musieliśmy się zmierzyć. Entuzjazm, z jakim spotykaliśmy się pracując nad projektem, zdziwienie, że nikt nie zrobił tego wcześniej towarzyszyły nam od początku, podobnie, jak odmowne decyzje rozmaitych gremiów, co do których liczyliśmy na wsparcie materialne.

Nasz projekt nie był po prostu romantyczną restytucją prawdy o Stoczni, próbą budowania oświeceniowej, opozycyjnej do mainstreamu narracji wyjawiającej „prawdę” tego ważnego dla Gdańszczan i Gdańszczanek miejsca. Stanowił interwencję estetyczną, która – jak pisze Jacques Ranciere – w nowy sposób wyznacza to, co widzialne, w związku z czym jej relacje z tym, co polityczne są związkiem podobieństwa typów działalności, a nie intencji. Interwencje polityczne polegają w ujęciu przytoczonego tu autora w analogiczny sposób – pozwalają w nowy sposób zakreślić obszar tego, co w ogóle można zobaczyć. Nie mieściliśmy się ani w obszarze społecznego aktywizmu, ani w przestrzeni badań historycznych. Pracowaliśmy nad tym, co widzialne, czasem badając także jego polityczne i społeczne uwarunkowania.

Staraliśmy się przekształcać impresje, obrazy i dźwięki w formę artystyczną. Oczywiście, w zależności od obranej techniki nasze prace nabierały cech działania politycznego. Tak czy siak – poruszaliśmy się po miejscu niewątpliwie naznaczonym historią, i to bardzo współczesną. Obrana przez nas strategia połączenia różnych artystek i artystów zaburzała możliwość jednoznacznego odczytania projektu. Prace, obejmujące tak różne projekty, jak instalacja dźwiękowa (Jo Frgmnt Grys&martin kuentz), filmy (Ell Southern, Piotr Mróz, Jack Southern), fotografie i reportaż (Ewa Majewska, Jack Southern), obrazy olejne i grafiki (Iwona Zając, Ewa Sobczak, Agnieszka Szreder, Piotr Mróz), instaklacje i fotomontaże (Rachel Oxley, Jack Southern, Ewa Majewska) trudno zaklasyfikować jednoznacznie, czasem przybierają one formę interwencji w debatę polityczną odnośnie stoczni, niemniej ich warstwa techniczna i miejscami również sentymentalna uniemożliwiają ich jednoznaczne osadzenie w przestrzeni poliyki.

Nasz projekt posiadał również znamiona oporu przed instytucjonalizacją sztuki. Staraliśmy się – niejednokrotnie przypłacając to totalnym przemęczeniem – działać samodzielnie, nie wpisując się w reguły placówek kulturalnych i ich strategii zarządzania. Stąd – choć ostatecznie nawiązaliśmy współpracę z CSW Łaźnia, staraliśmy się obywać bez kuratorów i ich założeń, programów wystawienniczych i innych tego typu komplikacji. To miał być nasz plener pokazujący nasze prace w wytworzony przez nas sposób. Właściwie głównie to się liczyło.

Istniał jednak wyraźny, społeczno-historyczny kontekst, w jakim pracowaliśmy i prezentowaliśmy wystawy – była to rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych, i nasz projekt był w znacznej mierze ukształtowany w opozycji do standardowej strategii obchodzenia tej rocznicy. Podczas, gdy politycy prześcigają się w tym czasie w atrybuowaniu sobie historycznych dokonań zmiany ustroju politycznego, pracownicy i pracownice stoczni na ogół czekają na pensje niepewni swojej sytuacji zawodowej, większość stoczniowców straciła w ostatnich latach pracę,natomiast pozostali nie znają swojej przyszłości i sarkastycznie odnoszą się w swoich wypowiedziach do „społecznej gospodarki rynkowej”. Nie wchodząc w oficjalne obchody rocznic Solidarności (świadomie zrezygnowaliśmy z kolejnej edycji projektu w 2005 roku) staraliśmy się uniknąć bezpośrednio politycznych konotacji. Wydawało nam się, że przestrzeń późnoprzemysłowa wymaga pracy artystycznej, reinterpretacji wolnej od bezpośrednich imperatywów politycznych. Choć transformowaliśmy przestrzeń tego, co widzialne, byliśmy zarazem poza obszarem interwencji. Chyba przede wszystkim dzięki temu stworzone przez nas prace stały się inspiracją innych projektów i pozwalają również dziś spojrzeć na dziedzictwo doby przemysłowej z szerszej perspektywy.

25
Lu
08

Piotr Mróz – film i prace


Piotr Mróz/ Strauss
Stocznia spojrzenie od wewnątrz

Animacja komputerowa na bazie zdjęć cyfrowych – połączona z sekwencjami wideo, 4,20 min.

Ideą animacji było skonfrontowanie ze sobą obecnego stanu terenów postoczniowych zarządzanych przez Synergię, zakładu produkcyjnego Stocznia Gdańsk oraz przemian politycznych i społecznych zachodzących w latach 70 – tych i 80 – tych.
Film jest przelotem po zniszczonych halach produkcyjnych pochodzących z początku XX w., migawką przemian politycznych i dłuższym zatrzymaniem się nad zwykłą twórczą pracą, a więc tym, co dla współczesnych ludzi jest najważniejsze.
Jako podkład dźwiękowy wykorzystałem utwór „Bridge” współczesnego brazylijskiego twórcy Amona Tobina. Utwór kompozycją marszowego ronda w tempie teledysku przeprowadza nas po historii miejsca, gdzie odbyły się plener i gdzie zmieniło się oblicze Europy środkowo-wschodniej.

Tu jest animacja Straussa „Stocznia – spojrzenie od wewnątrz” :

The work of Piotr Mróz during the gathering

The Shipyard of Gdańsk – The Old Forge in Oliwa
Vector computer graphics

I made a cycle of graphics comparing similar places from the Shipyard of Gdańsk and The Old Forge in Oliwa, which was built in the XVIII century. My work is confronting two places that come from totally different technological times.
The basic idea for these graphics was to show two different historical times and work-places characteristic for them. In some of the graphics appears a figure of a woman – it is a spirit of the places, that stays the same in every time and in every space.

To make the representations similar I used very simple colours – three kinds of black – 100, 50 and 30% (that’s where the title of my cycle comes from). The rest is the white of the medium used.

straus1

 

The shipyard – a look from inside
Computer animation based on digital pictures compiled with some video sections (4’20’’)

The idea for the animation was to confront the nowadays shipyard spaces owned by Synergia, the rests of the Shipyard of Gdańsk on one hand and the political and social changes from the 70’s and 80’s on the other. My movie is an overview on the working rooms, demonstrations and simple, creative work, which is the most important for people nowadays.
For sound I used the music by a contemporary Brazilian author Amon Tobin, the „Bridge”. The music leads us, in its marching, round – like style, through a clip about the history of the place, where the „konfrontacje” took place, and where changed the shape of the mid – east Europe.
straus2

 

 

25
Lu
08

Ewa Majewska 2004

Ewa Majewska

Obecne, pracujące, zmęczone. Kobiety w Stoczni Gdańskiej 2004

Seria (około 150) barwnych fotografii cyfrowych. 2004.

Podczas, gdy teoretycy kreślą wizję wirtualnego imperium możliwego do podbicia na drodze walki symbolicznej, bohaterki moich zdjęć, podobnie, jak miliony innych kobiet i mężczyzn na całym świecie, codziennie tworzą materialny zrąb ludzkiej rzeczywistości. Wizja utraty zatrudnienia, z jaką są nieustannie konfrontowani, nie jest wyłącznie groźbą symboliczną, i do jej odparcia potrzebny jest bardzo nie – wirtualny wysiłek codziennej pracy.

Kiedyś kobiety stanowiły 30% zatrudnionych w Stoczni osób. Teraz jest ich tam znacznie mniej, niemniej nadal stanowią bardzo konkretne zaprzeczenie wyłącznie męskiego charakteru ciężkiej pracy fizycznej. W moim projekcie starałam się zarazem dokumentować pracę suwnicowych, jak też pokazać geometryczne piękno przestrzeni, w której wykonują swoje zadania. Przestrzeni, w której już tyle razy podejmowano próby rekonstrukcji wydawałoby się niezmiennej kondycji pracowników……

 

suw1

Ewa Majewska  *  Rozmowy z pracownicami Stoczni

Poniższe fragmenty wypowiedzi kobiet pracujących w Stoczni Gdańskiej są zapisane z pamięci, uznałam, że nie warto posługiwać się środkami technicznego zapisu w rozmowach prowadzonych w spokojny i serdeczny sposób. Wydaje mi się, że okoliczność nagrywania rozmów wprowadza niepotrzebny stres tam, gdzie de facto chodzi o przepływ informacji, o szczerość i kontakt. Osoba nie posiadająca dobrej pamięci po prostu nie powinna robić reportaży, takie jest moje zdanie na ten temat. Niektóre z moich rozmówczyń zgodziły się wystąpić na zdjęciach, inne nie; żadna nie wyraziła chęci uczestniczenia w nagraniach video. Nie chcę tego oceniać ani komentować, bo nie jestem od tego, by oceniać czy komentować wolę osób, dzięki którym mój projekt był w ogóle możliwy. Jestem głęboko wdzięczna moim rozmówczyniom i zarazem uczestniczkom mojego projektu za szczerość, życzliwość, serdeczność no i oczywiście za to, że w ogóle zgodziły się przez kilka dni poświęcić mi trochę uwagi w czasie, który mogłyby przeznaczyć na to, żeby wypocząć, zregenerować siły przed praca i do dalszej pracy.

Postanowiłam, że nie będę wypytywać Pań o imiona, wiek i tym podobne dane. Mój projekt jest projektem artystycznym, nie badaniem socjologicznym, więc przybliżone dane, które trafiają się gdzieniegdzie pozwolą mam nadzieję na to, by wyobrazić sobie w przybliżeniu wiek i ilość uczestniczących w projekcie kobiet. Oczywiście, umieszczenie w tych rozmowach imion, wieku oraz dokładnych cytatów z wypowiedzi konkretnych osób przydałoby całemu przedsięwzięciu autentyzmu. Z drugiej strony jednak – mając zagwarantowaną do pewnego przynajmniej stopnia anonimowość, kobiety nie stresowały się, i rozmowa przebiegała dużo spokojniej.

suw

Poniżej : pytania moje i odpowiedzi rozmaitych kobiet, pracujących w Stoczni Gdańskiej.

Co myślą Panie o zmianach, jakie nastąpiły w Polsce po 89 roku?

– kiedyś było więcej świadczeń, zabezpieczeń społecznych – dostawałyśmy dodatki za pracę na wysokości, za pracę przy szkodliwych substancjach, za zagrożenia i tak dalej. Teraz – od 1990 roku – są spółki i nie ma zabezpieczeń.

Jak reagują ludzie na to, że pracujecie Panie w Stoczni? 

– kiedy mówimy, gdzie pracujemy, to ludzie pytają „ a to Stocznia jeszcze istnieje?” Przeważnie wszyscy myślą, że ten zakład już nie istnieje.<br>

– Nawet w Państwowej Inspekcji Pracy nie wiedzieli, co to jest suwnica. Gdy próbowałam im wytłumaczyć, co to jest oraz że tam właśnie pracuje, nie chcieli mi wierzyć.<br>

– Też miałam problem z ubezpieczeniem, nie chcieli mi wierzyć, że tak ciężko pracuję fizycznie, i musiałam się drożej ubezpieczyć. <br>

– Ludzie w ogóle nie wiedzą, co to jest suwnica. Nie potrafią sobie tego nawet wyobrazić.

Czy jest coś szczególnego w Pań pracy? Jakieś typowe dla zawodu dolegliwości?

– mamy problemy z kręgosłupem, i w ogóle jesteśmy przemęczone, bo żeby teraz cokolwiek zarobić, musimy pracować więcej, po 12 godzin dziennie, zamiast 8. Oczywiście, nie jesteśmy do tego zmuszane, ale teraz każda bierze nadgodziny, żeby wiązać koniec z końcem.

Czy mają Panie rodziny, dzieci? Czy są z tym związane jakieś kłopoty, czy są Panie na przykład pytanie, czy planujecie mieć dzieci? To jest niedozwolone, ale w niektórych zakładach pracy takie pytania zadaje się kobietom poszukującym pracy…

– nie, nigdy takich pytań nie słyszałyśmy. Zresztą teraz, jak Pani widzi, jesteśmy w większości w takim wieku, że raczej nie będziemy miały dzieci. Ale te, które są młode nie miały takich pytań, podobnie my, kiedy byłyśmy zatrudniane.

Czy dzieci wiedzą, gdzie i jak dokładnie Panie pracują? Czy mogą Panie przyprowadzać je na stocznię?

– w zasadzie jedynym dniem, kiedy Stocznia jest otwarta, jest dzień wodowania statku, wtedy dzieci (i wnuki, dodają z dumą niektóre) mogą przyjść.<br>

– Generalnie, jak moje wnuki widzą jakiś dźwig, to od razu mówią : o, tam pracuje babcia! <br>

– Dzieci mają takie mgliste wyobrażenie o tym, co naprawdę robimy.

Czy są Panie głównymi żywicielami rodziny?

– ja muszę sama się utrzymać, jestem wdową. Ale niektórych mężowie pracują, o – na przykład tej pani mąż też pracuje na Stoczni. <br>

– Są takie, które muszą same utrzymać dzieci. Jest jedna, która ma dwójkę…<br>

– Różnie, niektórych pań mężowie pracują.

A ile Paniom brakuje do emerytury?

– mi 4 miesiące<br>

– mi jeszcze długo…<br>

– mi pół roku.

I co zamierzają Panie robić na emeryturze?

– ja to będę cały czas leżeć… (śmiech)<br>

– ogólnie, to chciałybyśmy odpocząć, to męcząca praca, duża odpowiedzialność.

Chciałabym również porozmawiać z kobietami, które kiedyś pracowały na Stoczni, już emerytowanymi. Czy zdarzają się kobiety, które pomimo, iż przysługuje im emerytura, przychodzą dalej do pracy?

– nie, raczej nie.

– My raczej tu nie wrócimy, to ciężka praca, na wysokości…

Ile czasu pracują Panie na Stoczni?

– różnie, niektóre 35 lat, inne 11, różnie. Przeważnie zatrudniałyśmy się tu jak miałyśmy po 18 lat. <br>

– Niektóre były tu jeszcze w czasie strajków.

Jakie były Pań nadzieje co do przemian? Czy cokolwiek się zrealizowało z tego, co miało się rzekomo zmienić ?

– trochę chyba tak, ale niewiele, teraz jest dużo gorzej, niż wcześniej. Kiedyś byłyśmy bardziej pewne zatrudnienia, teraz musimy uważać, bo jest wiele osób, które nie mają pracy.<br>

– Generalnie chcemy jakoś dociągnąć do emerytury…

A co myślą panie o przekazaniu zakładu pracy w ręce robotników?

– tak miało niby być, ale to tylko na papierze.<br>

– Nam nawet za akcje nie dali jeszcze pieniędzy.<br>

– To by było lepiej, ale nie zrobili czegoś takiego, choć to jest w postulatach, i ładnie wygląda na papierze.

A czy wiedzą Panie, jak wyglądają plany nowego zabudowania terenów dawnej Stoczni?

– to gdzieś chyba przy Urzędzie Miasta powinni mieć.<br>

– Nie wiemy, jakie są te plany, chyba jakieś nowe osiedle mieli zbudować…

Czy uważają Panie, że przydałby się jakiś osobny związek zawodowy dla kobiet? Czy myślą Panie, że są jakieś takie problemy, o które wolałybyście walczyć same?

– Nie, generalnie jeden związek zawodowy wystarczy. Ale tu pojawiają się różnice, bo my mamy większy kłopot, żeby zostać dłużej na zebraniu, a panowie nie. Więc – często jesteśmy po prostu nieobecne na zebraniach, bo musimy po pracy wracać do domu.

A czy mają Panie jakąś pomoc w domu? Czy macie wypracowany jakiś podział ról z innymi członkami rodziny?

– tak, wszyscy pomagają (śmiech) <br>

– tak, a jak nie chcą robić, to jest obiad gwizdany…

Co to znaczy : „ gwizdany”?

– no, to znaczy, że można sobie pogwizdać …. to znaczy, właściwie nie ma obiadu (śmiech)<br>

– Generalnie, to muszą nam pomagać, czasem wszyscy pomagają, bo jak my pracujemy tyle czasu, to ktoś musi pomóc.

Czy przyjaźnicie się raczej między sobą, w grupie kobiet, czy raczej tworzycie jedną grupę razem z mężczyznami również pracującymi w tym budynku?

– nie, trzymamy się razem w grupie kobiet.

– Bardzo sobie pomagamy, chlebem się dzielimy, pożyczamy sobie pieniądze, jedzenie.

A czy są jakieś różnice w pracy kobiet i mężczyzn na Stoczni?

– generalnie my nie jesteśmy zatrudniane na akord, a panowie z dołu są. To jest gorzej dla nas – musimy pracować dłużej, bo płacą nam od czasu pracy, nie od rezultatu. <br>

– Tak w ogóle, to od bardzo dawna nie było żadnej podwyżki. I nie zanosi się na to…<br>

– Panowie mają straszny burdel tam na dole. Jak szłam ostatnio, to bałam się, że się o coś przewrócę. A jacy są oburzeni, jak się im zwróci uwagę! My musimy mieć wszystko wysprzątane, i czasem kierują nas do prac, których nie chcemy robić, zaś facetów nie. Musimy się o to wykłócać.

Warto by było, Pań zdaniem, zrobić jakiś strajk teraz? Czy przyniosłoby to jakieś rezultaty?

– raczej nie. Jest zastraszenie, nie ma miejsc pracy, ludzie się boją, a zresztą, co by to przyniosło.<br>

– Nie, musimy zrobić jakiś protest, choćby o te prace na akord.

25
Lu
08

Ellyn Southern 2004

Ell Southern (Wlk. Brytania/ Polska)

Stocznia Gdańska : Konfrontacje”

Projekt wideo, 2004.

 

Film jest eksploracją kontrastów wewnątrz stoczni i alternatywnym „dokumentem” pleneru artystów. Zawiera dźwięk opracowany przez Rachel Oxley oraz krótkie fragmenty dźwięku i obrazu z materiałów zawartych w wystawie „Drogi do Wolności” w Stoczni Gdańskiej.

ela film

 

Ell Southern (Wlk. Brytania/ Polska)

Ela: Praca kobiet w Stoczni Gdańskiej”

Projekt wideo, 2004.

 

Film dokumentalny pokazujący pracę jednej z suwnicowych. W powiązaniu z pracami Ewy Majewskiej

 

Ell Southern (Wlk. Brytania/ Polska)

Bez tytułu”

Rysunek, 2003/ 2004

 

Narysowane postaci pochodzą z filmów z zamieszek z początku lat ’80 w Gdańsku

 

Ell Southern (Wlk. Brytania/ Polska)

Walki”

Serie rysunków, 2004

 

 

 

 

 

 

25
Lu
08

Iwona Zając 2004

To jest opis projektu i trochę zdjęć prac Iwony Zając z pleneru strocznia 2004.

Iwona Zając,

Po godzinach

Cykl obrazów olejnych wystawianych wraz z reprodukcjami prac stoczniowców.

Kiedy nagrywałam rozmowy ze stoczniowcami w ramach szykowania szablonów do muralesu „Stocznia”, z opowieści stoczniowców zaczął mi się wyłaniać zaginiony świat, świat w którym spędzili swoją młodość, najlepsze lata swojego życia. Pracowali bardzo ciężko, ale za to mieli jedne z najlepszych zarobków w kraju. Byli dumni, że pracują w stoczni. Często zostawali w pracy „po godzinach”. Tu był ich cały świat. W halach, w biurach, w szatniach odnajdywałam amatorskie obrazy malowane przez stoczniowców. Dowiedziałam się, że do połowy lat osiemdziesiątych na terenie stoczni działało Stowarzyszenie Artystów Amatorów. Były organizowane wystawy, a samych obrazów była niezliczona ilość. Udało mi się odnaleźć tylko dwanaście. Rozproszone po domach, prywatnych kolekcjach, odeszły ze stoczni.

Jeden z obrazów Iwony Zając:

zajac obr

Prace te oglądane w miejscu, do jakiego były przeznaczone, poruszyły mnie ilością emocji, osobistych skojarzeń i wspomnień. Docierały do wszystkich moich zmysłów. Malowane przy odgłosach stoczni, towarzysząc pracy stoczniowców, nasiąknięte miejscem, o którym opowiadają, powstałe z dala od sterylnych muzeów, wzruszają mnie nieodmiennie. Z tych, które odnalazłam, wybrałam dziesięć i zrobiłam z nich reprodukcje o formacie 25×38. Pokazuję je wraz z moimi pracami malowanymi w stoczni (format 27×38).

Autoportret Iwony Zając:

zajac auto

 

Żeby nawiązać kontakt ze współczesnością, do tworzenia swoich prac wykorzystuję komputer, kamerę czy aparat cyfrowy. Przeważnie brakuje mi czasu na smakowanie natury, na medytacyjne malowanie w plenerze. Malarstwo plenerowe odchodzi do lamusa, jest nieatrakcyjne w porównaniu do sztuki realizowanej współcześnie. Ale gdzieś głęboko we mnie cały czas tkwi mała dziewczynka, która lubi mieszać farby, lubi czuć ich zapach, konsystencję. Często idąc do swojej pracowni patrzyłam na stocznię i myślałam o tym, by ustawić się ze sztalugą w plenerze. Prace stoczniowców pomogły mi w podjęciu decyzji i dzięki temu powstał cykl obrazów zatytułowany „Po godzinach” .

Praca Iwony Zając i prace stoczniowców były wystawiane razem. Niestety, nie udało się dotrzeć do autorów prac wykorzystanych przez artystkę:

zaj sto

 

Sztuka plenerowa mnie zawstydza. Obnaża moje wszystkie niedoskonałości. Jest dla mnie bardzo osobista. W czasie, kiedy studiowałam w Gdańskiej Akademia Sztuk Pięknych, bardzo zazdrościłam amatorom pierwotnej potrzeby malowania. Poddana edukacji, zaczęłam bać się swojego malarstwa. Jestem w nim bezbronna. Odnajduję oparcie w pracach ludzi, których tak samo jak mnie zauroczyło piękno stoczni. Na moje doświadczenie odbioru stoczni nakłada się aktualna kompozycja zakładu. Przyroda odbiera jej industrialny charakter. Stocznia zarasta, staje się zielonym parkiem z przedziwnymi instalacjami zamiast rzeźb. Zmienia swoje oblicze, nadal buduje się tu statki, nadal dźwigi stoją na nabrzeżu, stocznia jeszcze nie ucichła, ale widać, że powoli przeobraża się w skansen, miejsce rozpadu i powstawania rzeczy nowych, niekoniecznie ze stocznią związanych.

 

 

25
Lu
08

Saszka 2004

W II edycji konfrontacji wziął udział Saszka z Białorusi, grafik mieszkający aktualnie w Warszawie. Nie mam pojęcia, gdzie wcięło opisy do jego prac,ale chyba mówią one same za siebie:)

saszka

25
Lu
08

Jo & Martin sound

Jo i Martin wzięli udział w II edycji pleneru, w 2004 roku

Jo Frgmnt Grys

Artysta video i noise
Kraj: Berlin, Niemcy

WWW: http://www.noisiv.de.vu , http://www.2vm.de.vu , http://www.frgmnt.de.vu , http://www.tob.de.vu
Działalność artystyczna: dźwięk, samodzielnie wykonywane instrumenty elektroniczne, video

Jo Frgmnt Grys, urodzony w 1963 roku, studiował chemię, filozofię i mineralogię w Giessen. Potem skierował się w stronę sztuki, do której aplikował myslenie w kategoriach wykształconych w ramach nauk ścisłych, zajmował się w szczególności dżwiękami przemysłowymi, relacjami między chaosem i prawem, błędem i porządkiem. Pracuje z video, ciałem, komputerami, elektroniką i umysłem.

W ramach Konfrontacji wykonał wraz z Martinem Kuentzem instalację dźwiękową „made in stocznia gdanska”.

jo martin1

martin kuentz

Artysta video i noise
Kraj: Berlin, Niemcy
Contact: unkuentz at yahoo.de
WWW: www.piradio.prenzl.net , www.polyphon.so36.net , www.sciss.de/chromaticfield
salonbruit.kliklak.net

Działalność artystyczna: budowanie i rozwijanie źródeł dźwięku dla instalacji interaktywnych

Urodzony w 1975 roku, od 1991 pracuje z rozmaitymi spontanicznymi uniwersytetami, instalacjami dźwiękowymi, warsztatami otwartymi oraz sieciami radiowymi.

W ramach Konfrontacji wykonał wraz z Jo Frgmnt Grysem instalację dźwiękową „made in stocznia gdanska”.