25
Lu
08

Ewa Majewska 2004

Ewa Majewska

Obecne, pracujące, zmęczone. Kobiety w Stoczni Gdańskiej 2004

Seria (około 150) barwnych fotografii cyfrowych. 2004.

Podczas, gdy teoretycy kreślą wizję wirtualnego imperium możliwego do podbicia na drodze walki symbolicznej, bohaterki moich zdjęć, podobnie, jak miliony innych kobiet i mężczyzn na całym świecie, codziennie tworzą materialny zrąb ludzkiej rzeczywistości. Wizja utraty zatrudnienia, z jaką są nieustannie konfrontowani, nie jest wyłącznie groźbą symboliczną, i do jej odparcia potrzebny jest bardzo nie – wirtualny wysiłek codziennej pracy.

Kiedyś kobiety stanowiły 30% zatrudnionych w Stoczni osób. Teraz jest ich tam znacznie mniej, niemniej nadal stanowią bardzo konkretne zaprzeczenie wyłącznie męskiego charakteru ciężkiej pracy fizycznej. W moim projekcie starałam się zarazem dokumentować pracę suwnicowych, jak też pokazać geometryczne piękno przestrzeni, w której wykonują swoje zadania. Przestrzeni, w której już tyle razy podejmowano próby rekonstrukcji wydawałoby się niezmiennej kondycji pracowników……

 

suw1

Ewa Majewska  *  Rozmowy z pracownicami Stoczni

Poniższe fragmenty wypowiedzi kobiet pracujących w Stoczni Gdańskiej są zapisane z pamięci, uznałam, że nie warto posługiwać się środkami technicznego zapisu w rozmowach prowadzonych w spokojny i serdeczny sposób. Wydaje mi się, że okoliczność nagrywania rozmów wprowadza niepotrzebny stres tam, gdzie de facto chodzi o przepływ informacji, o szczerość i kontakt. Osoba nie posiadająca dobrej pamięci po prostu nie powinna robić reportaży, takie jest moje zdanie na ten temat. Niektóre z moich rozmówczyń zgodziły się wystąpić na zdjęciach, inne nie; żadna nie wyraziła chęci uczestniczenia w nagraniach video. Nie chcę tego oceniać ani komentować, bo nie jestem od tego, by oceniać czy komentować wolę osób, dzięki którym mój projekt był w ogóle możliwy. Jestem głęboko wdzięczna moim rozmówczyniom i zarazem uczestniczkom mojego projektu za szczerość, życzliwość, serdeczność no i oczywiście za to, że w ogóle zgodziły się przez kilka dni poświęcić mi trochę uwagi w czasie, który mogłyby przeznaczyć na to, żeby wypocząć, zregenerować siły przed praca i do dalszej pracy.

Postanowiłam, że nie będę wypytywać Pań o imiona, wiek i tym podobne dane. Mój projekt jest projektem artystycznym, nie badaniem socjologicznym, więc przybliżone dane, które trafiają się gdzieniegdzie pozwolą mam nadzieję na to, by wyobrazić sobie w przybliżeniu wiek i ilość uczestniczących w projekcie kobiet. Oczywiście, umieszczenie w tych rozmowach imion, wieku oraz dokładnych cytatów z wypowiedzi konkretnych osób przydałoby całemu przedsięwzięciu autentyzmu. Z drugiej strony jednak – mając zagwarantowaną do pewnego przynajmniej stopnia anonimowość, kobiety nie stresowały się, i rozmowa przebiegała dużo spokojniej.

suw

Poniżej : pytania moje i odpowiedzi rozmaitych kobiet, pracujących w Stoczni Gdańskiej.

Co myślą Panie o zmianach, jakie nastąpiły w Polsce po 89 roku?

– kiedyś było więcej świadczeń, zabezpieczeń społecznych – dostawałyśmy dodatki za pracę na wysokości, za pracę przy szkodliwych substancjach, za zagrożenia i tak dalej. Teraz – od 1990 roku – są spółki i nie ma zabezpieczeń.

Jak reagują ludzie na to, że pracujecie Panie w Stoczni? 

– kiedy mówimy, gdzie pracujemy, to ludzie pytają „ a to Stocznia jeszcze istnieje?” Przeważnie wszyscy myślą, że ten zakład już nie istnieje.<br>

– Nawet w Państwowej Inspekcji Pracy nie wiedzieli, co to jest suwnica. Gdy próbowałam im wytłumaczyć, co to jest oraz że tam właśnie pracuje, nie chcieli mi wierzyć.<br>

– Też miałam problem z ubezpieczeniem, nie chcieli mi wierzyć, że tak ciężko pracuję fizycznie, i musiałam się drożej ubezpieczyć. <br>

– Ludzie w ogóle nie wiedzą, co to jest suwnica. Nie potrafią sobie tego nawet wyobrazić.

Czy jest coś szczególnego w Pań pracy? Jakieś typowe dla zawodu dolegliwości?

– mamy problemy z kręgosłupem, i w ogóle jesteśmy przemęczone, bo żeby teraz cokolwiek zarobić, musimy pracować więcej, po 12 godzin dziennie, zamiast 8. Oczywiście, nie jesteśmy do tego zmuszane, ale teraz każda bierze nadgodziny, żeby wiązać koniec z końcem.

Czy mają Panie rodziny, dzieci? Czy są z tym związane jakieś kłopoty, czy są Panie na przykład pytanie, czy planujecie mieć dzieci? To jest niedozwolone, ale w niektórych zakładach pracy takie pytania zadaje się kobietom poszukującym pracy…

– nie, nigdy takich pytań nie słyszałyśmy. Zresztą teraz, jak Pani widzi, jesteśmy w większości w takim wieku, że raczej nie będziemy miały dzieci. Ale te, które są młode nie miały takich pytań, podobnie my, kiedy byłyśmy zatrudniane.

Czy dzieci wiedzą, gdzie i jak dokładnie Panie pracują? Czy mogą Panie przyprowadzać je na stocznię?

– w zasadzie jedynym dniem, kiedy Stocznia jest otwarta, jest dzień wodowania statku, wtedy dzieci (i wnuki, dodają z dumą niektóre) mogą przyjść.<br>

– Generalnie, jak moje wnuki widzą jakiś dźwig, to od razu mówią : o, tam pracuje babcia! <br>

– Dzieci mają takie mgliste wyobrażenie o tym, co naprawdę robimy.

Czy są Panie głównymi żywicielami rodziny?

– ja muszę sama się utrzymać, jestem wdową. Ale niektórych mężowie pracują, o – na przykład tej pani mąż też pracuje na Stoczni. <br>

– Są takie, które muszą same utrzymać dzieci. Jest jedna, która ma dwójkę…<br>

– Różnie, niektórych pań mężowie pracują.

A ile Paniom brakuje do emerytury?

– mi 4 miesiące<br>

– mi jeszcze długo…<br>

– mi pół roku.

I co zamierzają Panie robić na emeryturze?

– ja to będę cały czas leżeć… (śmiech)<br>

– ogólnie, to chciałybyśmy odpocząć, to męcząca praca, duża odpowiedzialność.

Chciałabym również porozmawiać z kobietami, które kiedyś pracowały na Stoczni, już emerytowanymi. Czy zdarzają się kobiety, które pomimo, iż przysługuje im emerytura, przychodzą dalej do pracy?

– nie, raczej nie.

– My raczej tu nie wrócimy, to ciężka praca, na wysokości…

Ile czasu pracują Panie na Stoczni?

– różnie, niektóre 35 lat, inne 11, różnie. Przeważnie zatrudniałyśmy się tu jak miałyśmy po 18 lat. <br>

– Niektóre były tu jeszcze w czasie strajków.

Jakie były Pań nadzieje co do przemian? Czy cokolwiek się zrealizowało z tego, co miało się rzekomo zmienić ?

– trochę chyba tak, ale niewiele, teraz jest dużo gorzej, niż wcześniej. Kiedyś byłyśmy bardziej pewne zatrudnienia, teraz musimy uważać, bo jest wiele osób, które nie mają pracy.<br>

– Generalnie chcemy jakoś dociągnąć do emerytury…

A co myślą panie o przekazaniu zakładu pracy w ręce robotników?

– tak miało niby być, ale to tylko na papierze.<br>

– Nam nawet za akcje nie dali jeszcze pieniędzy.<br>

– To by było lepiej, ale nie zrobili czegoś takiego, choć to jest w postulatach, i ładnie wygląda na papierze.

A czy wiedzą Panie, jak wyglądają plany nowego zabudowania terenów dawnej Stoczni?

– to gdzieś chyba przy Urzędzie Miasta powinni mieć.<br>

– Nie wiemy, jakie są te plany, chyba jakieś nowe osiedle mieli zbudować…

Czy uważają Panie, że przydałby się jakiś osobny związek zawodowy dla kobiet? Czy myślą Panie, że są jakieś takie problemy, o które wolałybyście walczyć same?

– Nie, generalnie jeden związek zawodowy wystarczy. Ale tu pojawiają się różnice, bo my mamy większy kłopot, żeby zostać dłużej na zebraniu, a panowie nie. Więc – często jesteśmy po prostu nieobecne na zebraniach, bo musimy po pracy wracać do domu.

A czy mają Panie jakąś pomoc w domu? Czy macie wypracowany jakiś podział ról z innymi członkami rodziny?

– tak, wszyscy pomagają (śmiech) <br>

– tak, a jak nie chcą robić, to jest obiad gwizdany…

Co to znaczy : „ gwizdany”?

– no, to znaczy, że można sobie pogwizdać …. to znaczy, właściwie nie ma obiadu (śmiech)<br>

– Generalnie, to muszą nam pomagać, czasem wszyscy pomagają, bo jak my pracujemy tyle czasu, to ktoś musi pomóc.

Czy przyjaźnicie się raczej między sobą, w grupie kobiet, czy raczej tworzycie jedną grupę razem z mężczyznami również pracującymi w tym budynku?

– nie, trzymamy się razem w grupie kobiet.

– Bardzo sobie pomagamy, chlebem się dzielimy, pożyczamy sobie pieniądze, jedzenie.

A czy są jakieś różnice w pracy kobiet i mężczyzn na Stoczni?

– generalnie my nie jesteśmy zatrudniane na akord, a panowie z dołu są. To jest gorzej dla nas – musimy pracować dłużej, bo płacą nam od czasu pracy, nie od rezultatu. <br>

– Tak w ogóle, to od bardzo dawna nie było żadnej podwyżki. I nie zanosi się na to…<br>

– Panowie mają straszny burdel tam na dole. Jak szłam ostatnio, to bałam się, że się o coś przewrócę. A jacy są oburzeni, jak się im zwróci uwagę! My musimy mieć wszystko wysprzątane, i czasem kierują nas do prac, których nie chcemy robić, zaś facetów nie. Musimy się o to wykłócać.

Warto by było, Pań zdaniem, zrobić jakiś strajk teraz? Czy przyniosłoby to jakieś rezultaty?

– raczej nie. Jest zastraszenie, nie ma miejsc pracy, ludzie się boją, a zresztą, co by to przyniosło.<br>

– Nie, musimy zrobić jakiś protest, choćby o te prace na akord.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: