25
Lu
08

Iwona Zając 2004

To jest opis projektu i trochę zdjęć prac Iwony Zając z pleneru strocznia 2004.

Iwona Zając,

Po godzinach

Cykl obrazów olejnych wystawianych wraz z reprodukcjami prac stoczniowców.

Kiedy nagrywałam rozmowy ze stoczniowcami w ramach szykowania szablonów do muralesu „Stocznia”, z opowieści stoczniowców zaczął mi się wyłaniać zaginiony świat, świat w którym spędzili swoją młodość, najlepsze lata swojego życia. Pracowali bardzo ciężko, ale za to mieli jedne z najlepszych zarobków w kraju. Byli dumni, że pracują w stoczni. Często zostawali w pracy „po godzinach”. Tu był ich cały świat. W halach, w biurach, w szatniach odnajdywałam amatorskie obrazy malowane przez stoczniowców. Dowiedziałam się, że do połowy lat osiemdziesiątych na terenie stoczni działało Stowarzyszenie Artystów Amatorów. Były organizowane wystawy, a samych obrazów była niezliczona ilość. Udało mi się odnaleźć tylko dwanaście. Rozproszone po domach, prywatnych kolekcjach, odeszły ze stoczni.

Jeden z obrazów Iwony Zając:

zajac obr

Prace te oglądane w miejscu, do jakiego były przeznaczone, poruszyły mnie ilością emocji, osobistych skojarzeń i wspomnień. Docierały do wszystkich moich zmysłów. Malowane przy odgłosach stoczni, towarzysząc pracy stoczniowców, nasiąknięte miejscem, o którym opowiadają, powstałe z dala od sterylnych muzeów, wzruszają mnie nieodmiennie. Z tych, które odnalazłam, wybrałam dziesięć i zrobiłam z nich reprodukcje o formacie 25×38. Pokazuję je wraz z moimi pracami malowanymi w stoczni (format 27×38).

Autoportret Iwony Zając:

zajac auto

 

Żeby nawiązać kontakt ze współczesnością, do tworzenia swoich prac wykorzystuję komputer, kamerę czy aparat cyfrowy. Przeważnie brakuje mi czasu na smakowanie natury, na medytacyjne malowanie w plenerze. Malarstwo plenerowe odchodzi do lamusa, jest nieatrakcyjne w porównaniu do sztuki realizowanej współcześnie. Ale gdzieś głęboko we mnie cały czas tkwi mała dziewczynka, która lubi mieszać farby, lubi czuć ich zapach, konsystencję. Często idąc do swojej pracowni patrzyłam na stocznię i myślałam o tym, by ustawić się ze sztalugą w plenerze. Prace stoczniowców pomogły mi w podjęciu decyzji i dzięki temu powstał cykl obrazów zatytułowany „Po godzinach” .

Praca Iwony Zając i prace stoczniowców były wystawiane razem. Niestety, nie udało się dotrzeć do autorów prac wykorzystanych przez artystkę:

zaj sto

 

Sztuka plenerowa mnie zawstydza. Obnaża moje wszystkie niedoskonałości. Jest dla mnie bardzo osobista. W czasie, kiedy studiowałam w Gdańskiej Akademia Sztuk Pięknych, bardzo zazdrościłam amatorom pierwotnej potrzeby malowania. Poddana edukacji, zaczęłam bać się swojego malarstwa. Jestem w nim bezbronna. Odnajduję oparcie w pracach ludzi, których tak samo jak mnie zauroczyło piękno stoczni. Na moje doświadczenie odbioru stoczni nakłada się aktualna kompozycja zakładu. Przyroda odbiera jej industrialny charakter. Stocznia zarasta, staje się zielonym parkiem z przedziwnymi instalacjami zamiast rzeźb. Zmienia swoje oblicze, nadal buduje się tu statki, nadal dźwigi stoją na nabrzeżu, stocznia jeszcze nie ucichła, ale widać, że powoli przeobraża się w skansen, miejsce rozpadu i powstawania rzeczy nowych, niekoniecznie ze stocznią związanych.

 

 

Advertisements

0 Responses to “Iwona Zając 2004”



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: